Co jak co ale takiego wesela mógłbym spokojnie życzyć każdemu. Dzień szalony od początku... i chyba pierwszy fotografowany przeze mnie ślub, który praktycznie na bieżąco był komentowany na facebooku :) normalnie szacun :P Oczywiście jak to zwykle bywa nie obeszło się bez drobnych kłopotów - samochód się spóźniał... Na szczęście do kościoła zdążyliśmy na czas.
Para młoda - szalona :)... co z resztą widać na zdjęciach, didżej też rewelacyjny - więc impreza miała niejako zagwarantowany sukces :) Czerwone tramki co jak co, ale rzadko kiedy zdarzają się na ślubach, no ale na piewszym tańcu można sobie pozwolić na wiele... nawet na mix różnych hitów i motyw z dirty dancing :P
A co jeszcze takiego szczególnego się działo? - zobaczcie sami...
Przygotowania u Oskara - 17.07.2010 - 9:30! Ehhh - żeby dotrzeć do Krakowa na tą godzinę trzeba było wstać przed 7mą - a przecież szykował się cały dzień na nogach - do 2iej w nocy było jakieś 19 godzin. W Krakowie też nie bez problemów - gdzie zaparkować w okolicach Dietla i Starowiślnej w cieniu podczas ponad trzydziestostopniowego upału (tak to jest jak sie ma spieprzona klime w samochodzie).
Na szczęście główni aktorzy dnia mimo niesprzyjających warunków stanęli na wysykości zadania. Sen panny młodej (na szczęście nie proroczy) - o niezrealizowanej sesji plenerowej - jak już wspomniałem nie spełnił się :P. Chociaż czasu było bardzo mało (1 godzinka) - razem z Irkiem - kamerzystą udało się coś zrealizować.
I oto jest kolejny reportaż ślubny z rodzinnych stron - tym razem Jasło-Brzostek. Gosia i Rysiek znaleźli mnie (o dziwo) przez internet - chociaż moja strona dopiero co zaczęła być pozycjonowana przez agencje interaktywną. Młodzi od początku wiedzieli czego chcą, stąd szybko udało nam się ustalić wspólne oczekiwania.
Sam reportaż trwał na dobrą sprawę cały dzień - od 9:00 do 2-ej w nocy - full service - od przygotowań do oczepin, ale to właśnie dzięki temu cały album układa się w historię tego dnia. Nie było w planie jedynie plenetu, bo był już wcześniej zarezerwowany w Krakowie.